Oczami Zayna.
- Niall!
- Tak? - chłopak pojawił się w drzwiach do mojego pokoju.
- Podejdź tu na chwilę.
- O co chodzi? - zapytał stając obok mnie.
- Widzisz tą szafkę? - Nialler pokiwał twierdząco głową - Możesz mi wyjaśnić dlaczego jest ona pusta?
- Dlaczego z góry zakładasz, że to JA zjadłem ci te batony?
- Skoro to nie ty, to skąd wiedziałeś, że one w ogóle tu były?
- Ups! - powiedział po czym zaczął się śmiać i wybiegł z pomieszczenia.
Odłożyłem na łóżko spodnie, które trzymałem w rękach i wybiegłem w celu dogonienia Horana, który obecnie chował się za kanapą najwyraźniej sądząc, że go nie widać. Zaśmiałem się i lekko odkaszlnąłem na co blondyn podniósł się jak na jakiś sygnał, i uciekł do kuchni. Od tamtej pory ganialiśmy się po pokojach dobre kilka minut, do czasu kiedy w drzwiach wejściowych stanął Paul.
- Zayn! Migiem do mnie!
- Co jest?
- Za dziesięć minut musimy odjechać spod hotelu, aby zdążyć na wasz koncert, a ty biegasz po apartamencie w bokserkach i pytasz się mnie co jest?! Czy ty masz chociaż trochę rozumu?! - zapytał dość nieciekawym jak na moje ucho głosem.
- To jego wina! - wskazałem palcem na Nialla stojącego obok mnie - Zeżarł mi wszystkie słodycze!
- Okay, Malik idź się ubrać. Horan, do mnie!
Oczami Nialla.
Po tym, jak nieco oberwało mi się od Paula w końcu wszyscy w komplecie pojechaliśmy na ostatnią, generalną próbę, przed koncertem. Później Lou, nasza stylistka i jakieś jej dwie koleżanki zajęły się naszym wyglądem. Musieliśmy się dobrze prezentować jako zespół więc, nasze ubrania były dobrane kolorystycznie względem siebie. Ja miałem na sobie kremowe rurki, czerwoną bluzę, zieloną bluzkę, której i tak nie było prawie widać, i również zielone z białymi wstawkami buty. Hazza założył koszulę w kratkę, białe covnersy i spodnie identyczne jak moje. Zayn ubrał białą koszulę, na którą miał założony zielony sweter przez głowę. Poza tym czarne rurki i czerwone buty do kostki. Louis zaś obowiązkowo miał na sobie czerwone rurki, których nogawki trochę podwinął, białe conversy i biało - niebieską bluzkę w poziome paski. Daddy ubrał zielone rurki, białe buty do kostki i tego samego koloru bluzkę, której rękawy podwinął do łokci. Po dość długich przygotowaniach wreszcie wbiegliśmy na scenę, a w tle zabrzmiały pierwsze dźwięki " Up All Night ". Rozejrzałem się po widowni. Na twarzach dziewczyn malowały się uśmiechy i to szerokie, od ucha do ucha. Inne zaś skakały albo nawet płakały, chyba ze szczęścia. Uśmiechnąłem się na myśl, że to aż tak dla nich ważne. Wyjąłem na chwilę słuchawkę z ucha, by usłyszeć krzyki Directioners. To naprawdę niesamowite uczucie kiedy stoisz na scenie, a ludzie wołają twoje imię. Serio, kocham swoje fanki nad życie. Skończyłem swoje solo i ponownie spojrzałem pod scenę. I wtedy zobaczyłem ją.. Tańczyła nieśmiało w rytm refreny piosenki. Miała tak słodki wyraz twarzy, z daleka widziałem piękno jej błękitnych jak niebo oczu. Jej blond włosy opadały na jasny sweterek w kolorze różu, po którym skryta była biała bluzka z napisem " I ♥ Niall ". Na mojej twarzy od razu pojawił się jeszcze większy uśmiech niż poprzednio. To dlatego, że czasem miałem wrażenie, iż mam najmniej fanek, o ile tak naprawdę nie było.. Zayn zakończył piosenkę, a dziewczyna stanęła w miejscu, zaczęła klaskać i spojrzała w moją stronę. Przez chwilę zatraciłem się w jej tęczówkach po czym posłałem jej ciepły uśmiech, który ona odwzajemniła. Głos zabrał Liam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A więc jest długo wyczekiwany trzeci rozdział. :3 Dedykuję, go mojemu kochanemu Horasiowi, bo jest tu dużo Niallerka. <3 Madziu, czuj się zaszczycona, haha. :D Hmm, no mam nadzieję, że się rozdział Wam spodobał, co tu jeszcze.. A, jak piszecie kom. z anonima moglibyście się podpisywać? Np w taki sposób jak robi to Magda? Tzw. Horaś. :D Dobra, nie zanudzam xd. Do niedługo, hehs. :*
One Direction story ♥
sobota, 26 stycznia 2013
Przepraszam.
Hej. :3 Chciałam Was z całego serduszka przeprosić, że tak długo mnie
nie było, chociaż obiecałam co innego.. Po prostu ostatnio wszystko mi
się zawaliło: dziadek ( z którym min. mieszkam ) wylądował w ciężkim
stanie w szpitalu, pokłóciłam się ostro z przyjaciółką, a na dodatek
zmarła mi ciocia.. Dlatego uwierzcie mi, ale nie miałam głowy do
pisania, mam nadzieję, że mnie rozumiecie.. :) No cóż, nie bd robić z
tego bloga pamiętnika, nie po to on jest - zaraz dodam kolejny rozdział.
:3
środa, 23 stycznia 2013
Rozdział II.
Oczami Annabelle.
Byłam gotowa do wyjścia od jakichś piętnastu minut, a Melody z Megan cały czas biegały po pokoju jak poparzone. Nie wiem po co one się aż tak stroiły i malowały, przecież są śliczne naturalnie. Doszłam do wniosku, że nie ma sensu dłużej tak siedzieć i gapić się w ścianę. Powiedziałam dziewczynom, że poczekam na dole, bo się nudzę. Wyszłam z pokoju i skierowałam się w stronę windy. A właściwie to miałam taki zamiar, ale buchnął we mnie pewien chłopak. Zrobiłam z siebie lekką wariatkę.. Dlaczego?
- Przepraszam, nie zauważyłem cię - powiedział wstając po czym wyciągnął rękę w moją stronę - Nic ci nie jest?
- Nie, wszystko w porządku - odpowiedziałam i podałam mu rękę - Okay, jednak nie w porządku.
- A co ci jest?
- Widzę przed sobą Liama Payne'a z One Direction - zaśmiałam się.
Chłopak zlustrował mnie wzrokiem z uśmiechem na twarzy. Odetchnęłam w duchu z ulgą, bo nie miałam ochoty na wysłuchiwanie " hejtów " dlatego, iż słucham One Direction. Ale wracając do tego dlaczego zrobiłam z siebie wariatkę. Otóż okazało się, że to naprawdę był Liam! Gdy podpisał mi się na koszulce wytrzeszczyłam oczy tak bardzo, że szok normalnie.. Dlatego zrobiłam z siebie idiotkę. Nie dość, że palnęłam tą gadkę z jego nazwiskiem to jeszcze ta moja mina.. Najchętniej, to zapadłabym się pod ziemię, ale Li, on był taki.. Uroczy? Tak, to chyba odpowiednie określenie. Nie wyśmiał mnie ani nic z tych rzeczy tylko posłał mi ciepły, przyjazny uśmiech. Chociaż z drugiej strony, to jego praca, musi być miły dla fanek.. Ale ja i tak jestem prawie, że pewna, iż Daddy nie jest miły z przymusu, bo gdyby tak było po co robiłby te wszystkie twitcamy, nagrywał filmiki i często odpisywał Directioners? Właśnie dlatego najbardziej lubię Liama. Moim zdaniem to on z całej piątki najbardziej dba o fanów. Poza tym, ma naprawdę cudowny głos, no i brzydki też nie jest. A gdy dziś spojrzał mi tak prosto w oczy to.. Nie, stop. Annabelle White, ogarnij się!
Oczami Megan.
Nie miałam najmniejszego pomysłu co by tu na siebie założyć na koncert. W końcu to nie był jakiś bardzo ważne przedsięwzięcie czy uroczystość, ale jednak chciałam wyglądać jak człowiek. Pewnie nadal bym stała nad walizką nie mogąc się na nic zdecydować gdyby nie moja, kochana Elizabeth, która podsunęła mi genialny pomysł, mianowicie: założenie mojej koszulki z Larrym. Do tego ubrałam różową marynarkę, tego samego koloru balerinki i czarne rurki. Ostatecznie wyglądałam nawet ładnie. Gotowa wyszłam z pokoju pospieszając uprzednio resztę dziewczyn.
- Ann? Nie miałaś czekać na dole?
- Patrz..
- Co? - zapytałam lekko zdziwiona, bo ona stała tam jak jakaś sparaliżowana.
- Zobacz moją bluzkę!
- Okay, okay - spojrzałam na tą jej koszulkę i doznałam szoku - O Boże! Liam tu był?!
- No przecież widzisz - odpowiedziała z szerokim uśmiechem.
- Ale co, tak po prostu sobie tędy szedł, a ty nasza, nieśmiała Anne po prostu podeszłaś i zapytałaś się o autograf?
- Nie, no coś ty..
- To jakim cudem masz jego podpis na swojej bluzce? Gadaj mi tu szybko!
- On.. Tak jakby na mnie wpadł - odpowiedziała, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce.
- O kurde! Opowiad..
Nie zdążyłam dokończyć wypowiedzi, bo przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi, zza których wyszły Elizabeth, Melody i Jess, która nawet nie wiedziałam, że jest u mas w pokoju, ale dobrze. Spojrzałam na Mel, dopiero zakładała sweterek więc mój wzrok przykuły blizny po cięciu się z dzieciństwa, które miała na rękach.. Po chwili spostrzegłam się, że reszta wpatrzona jest w to samo miejsce, co ja. Melly posłała na tylko mały, smutny uśmiech unosząc kąciki swoich ust lekko ku górze. Spojrzałyśmy na siebie z dziewczynami porozumiewawczo po czym razem przytuliłyśmy Melody.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemka. :3 Tak nudny, tak wiem i przepraszam. :C Hmm, dziś po południu dodam już kolejny w ramach przeprosin, tak jakby xd. Ee, dziękuję za poprzednie kom i głosy w ankietach. :> Mam nadzieję, że się Wam spodobał ten ( tragiczny -.- ) rozdział, mimo wszystko. :*
Byłam gotowa do wyjścia od jakichś piętnastu minut, a Melody z Megan cały czas biegały po pokoju jak poparzone. Nie wiem po co one się aż tak stroiły i malowały, przecież są śliczne naturalnie. Doszłam do wniosku, że nie ma sensu dłużej tak siedzieć i gapić się w ścianę. Powiedziałam dziewczynom, że poczekam na dole, bo się nudzę. Wyszłam z pokoju i skierowałam się w stronę windy. A właściwie to miałam taki zamiar, ale buchnął we mnie pewien chłopak. Zrobiłam z siebie lekką wariatkę.. Dlaczego?
- Przepraszam, nie zauważyłem cię - powiedział wstając po czym wyciągnął rękę w moją stronę - Nic ci nie jest?
- Nie, wszystko w porządku - odpowiedziałam i podałam mu rękę - Okay, jednak nie w porządku.
- A co ci jest?
- Widzę przed sobą Liama Payne'a z One Direction - zaśmiałam się.
Chłopak zlustrował mnie wzrokiem z uśmiechem na twarzy. Odetchnęłam w duchu z ulgą, bo nie miałam ochoty na wysłuchiwanie " hejtów " dlatego, iż słucham One Direction. Ale wracając do tego dlaczego zrobiłam z siebie wariatkę. Otóż okazało się, że to naprawdę był Liam! Gdy podpisał mi się na koszulce wytrzeszczyłam oczy tak bardzo, że szok normalnie.. Dlatego zrobiłam z siebie idiotkę. Nie dość, że palnęłam tą gadkę z jego nazwiskiem to jeszcze ta moja mina.. Najchętniej, to zapadłabym się pod ziemię, ale Li, on był taki.. Uroczy? Tak, to chyba odpowiednie określenie. Nie wyśmiał mnie ani nic z tych rzeczy tylko posłał mi ciepły, przyjazny uśmiech. Chociaż z drugiej strony, to jego praca, musi być miły dla fanek.. Ale ja i tak jestem prawie, że pewna, iż Daddy nie jest miły z przymusu, bo gdyby tak było po co robiłby te wszystkie twitcamy, nagrywał filmiki i często odpisywał Directioners? Właśnie dlatego najbardziej lubię Liama. Moim zdaniem to on z całej piątki najbardziej dba o fanów. Poza tym, ma naprawdę cudowny głos, no i brzydki też nie jest. A gdy dziś spojrzał mi tak prosto w oczy to.. Nie, stop. Annabelle White, ogarnij się!
Oczami Megan.
Nie miałam najmniejszego pomysłu co by tu na siebie założyć na koncert. W końcu to nie był jakiś bardzo ważne przedsięwzięcie czy uroczystość, ale jednak chciałam wyglądać jak człowiek. Pewnie nadal bym stała nad walizką nie mogąc się na nic zdecydować gdyby nie moja, kochana Elizabeth, która podsunęła mi genialny pomysł, mianowicie: założenie mojej koszulki z Larrym. Do tego ubrałam różową marynarkę, tego samego koloru balerinki i czarne rurki. Ostatecznie wyglądałam nawet ładnie. Gotowa wyszłam z pokoju pospieszając uprzednio resztę dziewczyn.
- Ann? Nie miałaś czekać na dole?
- Patrz..
- Co? - zapytałam lekko zdziwiona, bo ona stała tam jak jakaś sparaliżowana.
- Zobacz moją bluzkę!
- Okay, okay - spojrzałam na tą jej koszulkę i doznałam szoku - O Boże! Liam tu był?!
- No przecież widzisz - odpowiedziała z szerokim uśmiechem.
- Ale co, tak po prostu sobie tędy szedł, a ty nasza, nieśmiała Anne po prostu podeszłaś i zapytałaś się o autograf?
- Nie, no coś ty..
- To jakim cudem masz jego podpis na swojej bluzce? Gadaj mi tu szybko!
- On.. Tak jakby na mnie wpadł - odpowiedziała, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce.
- O kurde! Opowiad..
Nie zdążyłam dokończyć wypowiedzi, bo przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi, zza których wyszły Elizabeth, Melody i Jess, która nawet nie wiedziałam, że jest u mas w pokoju, ale dobrze. Spojrzałam na Mel, dopiero zakładała sweterek więc mój wzrok przykuły blizny po cięciu się z dzieciństwa, które miała na rękach.. Po chwili spostrzegłam się, że reszta wpatrzona jest w to samo miejsce, co ja. Melly posłała na tylko mały, smutny uśmiech unosząc kąciki swoich ust lekko ku górze. Spojrzałyśmy na siebie z dziewczynami porozumiewawczo po czym razem przytuliłyśmy Melody.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemka. :3 Tak nudny, tak wiem i przepraszam. :C Hmm, dziś po południu dodam już kolejny w ramach przeprosin, tak jakby xd. Ee, dziękuję za poprzednie kom i głosy w ankietach. :> Mam nadzieję, że się Wam spodobał ten ( tragiczny -.- ) rozdział, mimo wszystko. :*
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Rozdział I.
~Oczami Elizabeth~
Gdy weszłyśmy z Jess do naszego pokoju po prostu szczena mi opadła. Był on w kolorze beżu i brązu. Po prawej stronie stało ogromne łóżko z kremową pościelą, pod którą skryte były bordowe poduszki. Naprzeciwko był zawieszony telewizor, a obok stała duża szafa oraz kilka mniejszych szafek. Po lewej stronie znajdowały się drzwi prowadzące do łazienki. Na początku myślałam, że będzie tu też coś, w rodzaju kuchni, ale Jessy uświadomiła mi, że takie rzeczy są raczej tylko w apartamentach czyli innymi słowy, piętro nad nami. Wszystkie mieszkałyśmy na przedostatnim piętrze i z każdego balkonu był piękny widok. Według mnie Londyn jest naprawdę jednym z najcudowniejszych miast. Uwinęłyśmy się z rozpakowywaniem bardzo szybko co wyszło nam na dobre, bo musiałyśmy przecież szykować się na koncert. Nie docierało do mnie, że to już rok od kiedy powstało One Direction. Nie wyobrażam sobie życia bez tej piątki idiotów. W szczególności bez Louisa. Mimo, że nie znam go osobiście wnosi do mojego życia tyle radości co chyba nikt. Zawsze gdy miałam zły humor ( chociaż dzieję się to bardzo rzadko ) włączałam sobie nagranie, w którym mówi " No, Jimmy protested! ", a na mojej twarzy od razu pojawiał się uśmiech. Poza tym, za każdym razem gdy tylko widziałam go na tapecie mojej komórki szczerzyłam się jak głupia. Tym bardziej, że był on na zdjęciu z Harrym, a Larry to mój ulubiony bromance. Ciekawiło mnie co chłopcy o tym myślą, ale tak czy owak na koncert postanowiłam założyć białą koszulkę na krótki rękaw, na której z przodu było zdjęcie Lou i Hazzy, a z tyłu duży napis " TEAM LARRY ". Byłam prawie, że pewna, iż Megan założy swoją, identyczną jak moja. Postanowiłam do niej pójść i się zapytać. Wyszłam z pokoju zakładając uprzednio czerwone rurki i białe conversy. Niestety mój pośpiech i byle jakie założenie butów nie wyszło mi na korzyść, bo już po kilku krokach leżałam w korytarzu jak długa śmiejąc się jak jakieś chore psychicznie dziecko.
- Matko, El! Co ci się stało? - zapytała Annabelle otwierając drzwi.
- Tak jakby.. - zaczęłam wstając - Nie zawiązało się sznurówek.
- Brawo - zaśmiała się - A jakbyś sobie coś zrobiła? Potłukła się albo..
- Zęby wybiła, albo w ogóle sobie coś złamała? - przerwałam jej - Ann, nie musisz się tak wszystkim przejmować.
- Co ja poradzę? Taka już jestem.
- Czasem mam wrażenie, że jesteś moją mamą - zaśmiałam się.
- Właściwie to tak to wygląda - odpowiedziała z uśmiechem - Szłaś do nas?
- Mhm, a konkretnie to do Megan.
- Wchodź - powiedziała i przepuściła mnie pierwszą w drzwiach.
Oczami Liama.
Krążyłem po pokoju nie mogąc wytrzymać z bólu brzucha, ale tak to jest jak mieszka się pod jednym dachem z Niallem Horanem. Korzystając z tego, że jesteśmy w hotelu Nialler chciał spróbować wszystkich potraw, a że sam tego o dziwo nie poradził, musieliśmy mu z chłopakami pomóc. Chyba nigdy więcej nie pozwolę zamówić Horanowi jedzenia. Brzuch bolał mnie w dalszym ciągu chociaż brałem tabletki przeciwbólowe już dwa razy. Stwierdziłem, że pójdę poszukać Paula, naszego menagera. Może on coś zaradzi, przecież nie mogę dać koncertu w takim stanie. Wyszedłem z pokoju i ledwo trzymając się na nogach skierowałam się w stronę windy. Wyszedłem piętro niżej. Mniej więcej w połowie drogi mój organizm wysiadł i upadłem na podłogę. Nie, ja się chyba z kimś zderzyłem.
- Przepraszam, nie zauważyłem cię - powiedziałem wstając po czym wyciągnąłem rękę w stronę dziewczyny - Nic ci nie jest?
- Nie, wszystko w porządku - odpowiedziała podając mi rękę - Okay, jednak nie w porządku.
- A co ci jest?
- Widzę przed sobą Liama Payne'a z One Direction - zaśmiała się.
Dopiero wtedy zwróciłem uwagę na to, jak była ubrana. Miała na sobie białą koszulkę z napisem " I ♥ 1D ". Na ten widok uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Oprócz tego miała na sobie rozpiętą, niebieską koszulę w kratkę, podobnego koloru buty i kremowe rurki. Kiedy tak się jej przyglądałem to doszedłem do wniosku, że wygląda jak żeńska wersja mnie. Zaśmiałem się w duchu.
- Liama powiadasz? - dziewczyna tylko pokiwała głową - Jak masz na imię?
- Annabelle, a ty? - nie odpowiedziałem na to pytanie, posłałem jej jedynie uśmiech.
Dziewczyna patrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem. Miała śliczne oczy, tak bardzo niebieskie. Sięgnąłem prawą ręką marker, który spoczywał w tylnej kieszeni moich spodni. Podpisałem się jej na bluzce, a ona patrzyła na mnie jakby zobaczyła ducha. Uśmiechnąłem się do niej po raz ostatni po czym odszedłem. Nawet się nie spostrzegłem, że brzuch przestał mnie boleć.. Trochę dziwne, bo jeszcze kilkanaście minut temu zwijałem się z bólu. Annabelle bardzo poprawiła mi humor, nie wiem dlaczego. Fanki zawsze działały na mnie pozytywnie, ale to było inne uczucie. W jej oczach był coś, co nie pozwalało mi przestać się w nie wpatrywać. Zatraciłem się w nich. Gdy podała mi rękę, moje ciało przeszedł przyjemny, ciepły dreszcz. Ona tak pięknie się uśmiechała i tak słodko zaśmiała się gdy myślała, że to, iż stoję przed nią jest tylko złudzeniem..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej. :3 Dziękuję, że pojawiły się pierwsze kom, pod prologiem. To dla mnie wiele znaczy. <3 Dziś pierwszy rozdział i tym samym, pierwsze spotkanie dwójki z 10 głównych bohaterów, hehs. ;) Mam nadzieję, że się Wam spodobał. :3
Gdy weszłyśmy z Jess do naszego pokoju po prostu szczena mi opadła. Był on w kolorze beżu i brązu. Po prawej stronie stało ogromne łóżko z kremową pościelą, pod którą skryte były bordowe poduszki. Naprzeciwko był zawieszony telewizor, a obok stała duża szafa oraz kilka mniejszych szafek. Po lewej stronie znajdowały się drzwi prowadzące do łazienki. Na początku myślałam, że będzie tu też coś, w rodzaju kuchni, ale Jessy uświadomiła mi, że takie rzeczy są raczej tylko w apartamentach czyli innymi słowy, piętro nad nami. Wszystkie mieszkałyśmy na przedostatnim piętrze i z każdego balkonu był piękny widok. Według mnie Londyn jest naprawdę jednym z najcudowniejszych miast. Uwinęłyśmy się z rozpakowywaniem bardzo szybko co wyszło nam na dobre, bo musiałyśmy przecież szykować się na koncert. Nie docierało do mnie, że to już rok od kiedy powstało One Direction. Nie wyobrażam sobie życia bez tej piątki idiotów. W szczególności bez Louisa. Mimo, że nie znam go osobiście wnosi do mojego życia tyle radości co chyba nikt. Zawsze gdy miałam zły humor ( chociaż dzieję się to bardzo rzadko ) włączałam sobie nagranie, w którym mówi " No, Jimmy protested! ", a na mojej twarzy od razu pojawiał się uśmiech. Poza tym, za każdym razem gdy tylko widziałam go na tapecie mojej komórki szczerzyłam się jak głupia. Tym bardziej, że był on na zdjęciu z Harrym, a Larry to mój ulubiony bromance. Ciekawiło mnie co chłopcy o tym myślą, ale tak czy owak na koncert postanowiłam założyć białą koszulkę na krótki rękaw, na której z przodu było zdjęcie Lou i Hazzy, a z tyłu duży napis " TEAM LARRY ". Byłam prawie, że pewna, iż Megan założy swoją, identyczną jak moja. Postanowiłam do niej pójść i się zapytać. Wyszłam z pokoju zakładając uprzednio czerwone rurki i białe conversy. Niestety mój pośpiech i byle jakie założenie butów nie wyszło mi na korzyść, bo już po kilku krokach leżałam w korytarzu jak długa śmiejąc się jak jakieś chore psychicznie dziecko.
- Matko, El! Co ci się stało? - zapytała Annabelle otwierając drzwi.
- Tak jakby.. - zaczęłam wstając - Nie zawiązało się sznurówek.
- Brawo - zaśmiała się - A jakbyś sobie coś zrobiła? Potłukła się albo..
- Zęby wybiła, albo w ogóle sobie coś złamała? - przerwałam jej - Ann, nie musisz się tak wszystkim przejmować.
- Co ja poradzę? Taka już jestem.
- Czasem mam wrażenie, że jesteś moją mamą - zaśmiałam się.
- Właściwie to tak to wygląda - odpowiedziała z uśmiechem - Szłaś do nas?
- Mhm, a konkretnie to do Megan.
- Wchodź - powiedziała i przepuściła mnie pierwszą w drzwiach.
*~*****~*
Oczami Liama.
Krążyłem po pokoju nie mogąc wytrzymać z bólu brzucha, ale tak to jest jak mieszka się pod jednym dachem z Niallem Horanem. Korzystając z tego, że jesteśmy w hotelu Nialler chciał spróbować wszystkich potraw, a że sam tego o dziwo nie poradził, musieliśmy mu z chłopakami pomóc. Chyba nigdy więcej nie pozwolę zamówić Horanowi jedzenia. Brzuch bolał mnie w dalszym ciągu chociaż brałem tabletki przeciwbólowe już dwa razy. Stwierdziłem, że pójdę poszukać Paula, naszego menagera. Może on coś zaradzi, przecież nie mogę dać koncertu w takim stanie. Wyszedłem z pokoju i ledwo trzymając się na nogach skierowałam się w stronę windy. Wyszedłem piętro niżej. Mniej więcej w połowie drogi mój organizm wysiadł i upadłem na podłogę. Nie, ja się chyba z kimś zderzyłem.
- Przepraszam, nie zauważyłem cię - powiedziałem wstając po czym wyciągnąłem rękę w stronę dziewczyny - Nic ci nie jest?
- Nie, wszystko w porządku - odpowiedziała podając mi rękę - Okay, jednak nie w porządku.
- A co ci jest?
- Widzę przed sobą Liama Payne'a z One Direction - zaśmiała się.
Dopiero wtedy zwróciłem uwagę na to, jak była ubrana. Miała na sobie białą koszulkę z napisem " I ♥ 1D ". Na ten widok uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Oprócz tego miała na sobie rozpiętą, niebieską koszulę w kratkę, podobnego koloru buty i kremowe rurki. Kiedy tak się jej przyglądałem to doszedłem do wniosku, że wygląda jak żeńska wersja mnie. Zaśmiałem się w duchu.
- Liama powiadasz? - dziewczyna tylko pokiwała głową - Jak masz na imię?
- Annabelle, a ty? - nie odpowiedziałem na to pytanie, posłałem jej jedynie uśmiech.
Dziewczyna patrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem. Miała śliczne oczy, tak bardzo niebieskie. Sięgnąłem prawą ręką marker, który spoczywał w tylnej kieszeni moich spodni. Podpisałem się jej na bluzce, a ona patrzyła na mnie jakby zobaczyła ducha. Uśmiechnąłem się do niej po raz ostatni po czym odszedłem. Nawet się nie spostrzegłem, że brzuch przestał mnie boleć.. Trochę dziwne, bo jeszcze kilkanaście minut temu zwijałem się z bólu. Annabelle bardzo poprawiła mi humor, nie wiem dlaczego. Fanki zawsze działały na mnie pozytywnie, ale to było inne uczucie. W jej oczach był coś, co nie pozwalało mi przestać się w nie wpatrywać. Zatraciłem się w nich. Gdy podała mi rękę, moje ciało przeszedł przyjemny, ciepły dreszcz. Ona tak pięknie się uśmiechała i tak słodko zaśmiała się gdy myślała, że to, iż stoję przed nią jest tylko złudzeniem..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej. :3 Dziękuję, że pojawiły się pierwsze kom, pod prologiem. To dla mnie wiele znaczy. <3 Dziś pierwszy rozdział i tym samym, pierwsze spotkanie dwójki z 10 głównych bohaterów, hehs. ;) Mam nadzieję, że się Wam spodobał. :3
niedziela, 20 stycznia 2013
Prolog.
- Isn't she lovely?! Isn't she wonderfull?! Isn't..
- Nie jest jak się drze na pół samochodu - powiedziała Jess, znudzona już śpiewem przyjaciółki.
- Co ja poradzę? Dziś mija równo rok od kiedy to spiknęli chłopców razem, a my idziemy na koncert z tej okazji, więc to chyba normalne, że się cieszę, no nie? - zapytała Megan.
- Tak, też się cieszę i to strasznie, ale nie śpiewam " Cry Me A River " na cały głos - odpowiedziała siedząca obok Annabelle.
- Dlatego, że Harry wypadł lepiej, kochana. Jego występ był najlepszy - stwierdziła dziewczyna klepiąc przyjaciółkę po ramieniu.
- No, Jimmy protested! To Lou był najlepszy, śpiewał takim słodkim głosikiem.. - rozmarzyła się siedząca za kierownicą Elizabeth.
- Tu się nie zgodzę. Na castingu to najsłodszy był Horanek - powiedziała Melody.
- Właśnie, że nie, bo Louis.
- Niall!
- Tommo!
- Nialler!
- A może przestaniecie się w końcu drzeć? - zaśmiała się Jessy.
- To powiedz kto według ciebie wypadł najlepiej, Niall czy Louis? - zapytała El.
- Myślę, że zdecydowanie.. Zayn. - odpowiedziała z uśmiechem.
Po tych słowach automatycznie wszystkie dziewczyny zaczęły się śmiać. Jess, Megan, Anabelle, Elizabeth i Melody, piątka przyjaciółek niewidząca świata poza One Direction oraz wszystkim co z nimi związane. Nie były w jednym wieku, różniły się bardzo, ale dogadywały się wprost fenomenalnie. Jess, siedemnastoletnia blondynka o niebieskich oczach. Pewna siebie, znająca swoją wartość, ale zdecydowanie nie zarozumiała. Zawsze starająca się wyglądać idealnie. Megan, najmłodsza wśród wszystkich dziewczyn. Z jej twarzy nigdy nie schodzi uśmiech. Ma długie, brązowe włosy i tego samego koloru oczy, zawsze roznosi ją energia. Annabelle, mimo tego, iż to nie ona jest najstarsza, to właśnie ona jest najbardziej opanowana. Zawsze gdy się nad czymś zastanawia, wiąże swoje ciemne blond włosy w kucyk i siada po turecku, zamykając swoje, niebieskie oczy. Po tym, jak straciła rodziców zaadoptowali ją rodzice Melody. Dzięki wsparciu rodziny zastępczej stanęła na nogi. Elizabeth, najstarsza wśród przyjaciółek, ale zdecydowanie zachowująca się jak dziecko. Ma duże, niebieskie oczy i jasne brąz włosy. Nie potrafi usiedzieć w miejscu nawet pięciu minut. Optymistka, zawsze patrząca na życie z uśmiechem. Melody miała ciężkie dzieciństwo, nikt nie chciał się z nią kolegować. Była wyśmiewana z powodu swoich rudych niczym marchew włosów, dlatego gdy podrosła przefarbowała się na jasny blond. Nieśmiała, jedynie w towarzystwie swoich przyjaciółek staje się wesołą i otwartą osobą. Całą piątkę połączyło zamiłowanie do brytyjsko - irlandzkiego boysbandu o nazwie, One Direction. Zespół zdobył sławę dzięki zajęciu trzeciego miejsca w muzycznym programie, X-factor. Przyjaciółki kibicowały zespołowi od samego początku jego powstania. Meg najbardziej polubiła Harry'ego, Jess - Zayna, a Ann, Liama. Najbliższy sercu El okazał się Louis, natomiast Mel nie widziała świata poza Niallem. Przyjaciółki wyjechały z rodzinnego miasta do Londynu, ponieważ tam miał odbyć się koncert z okazji rocznicy powstania 1D. Korzystając z okazji do zwiedzania dziewczyny postanowiły zostać w stolicy UK na dwa tygodnie, w końcu były wakacje.
- Wow, ale ten hotel jest wielki!
- Jej Mel, jakaś ty bystra - zaśmiała się Megan.
- Bardzo śmieszne - odpowiedziała.
- Ale poważnie, ten hotel jest ogromny.
- W końcu to najlepszy w całym Londynie, musi być duży - stwierdziła Annabelle.
- Może i mojego taty nie ma prawie całymi dniami w domu, bo zarabia, ale w takich momentach doceniam jego pracę - zaśmiała się Elizabeth, a po niej reszta.
- To może w końcu wejdziemy do środka, co? - zapytała Meg uśmiechając się od ucha do ucha.
- Nie jest jak się drze na pół samochodu - powiedziała Jess, znudzona już śpiewem przyjaciółki.
- Co ja poradzę? Dziś mija równo rok od kiedy to spiknęli chłopców razem, a my idziemy na koncert z tej okazji, więc to chyba normalne, że się cieszę, no nie? - zapytała Megan.
- Tak, też się cieszę i to strasznie, ale nie śpiewam " Cry Me A River " na cały głos - odpowiedziała siedząca obok Annabelle.
- Dlatego, że Harry wypadł lepiej, kochana. Jego występ był najlepszy - stwierdziła dziewczyna klepiąc przyjaciółkę po ramieniu.
- No, Jimmy protested! To Lou był najlepszy, śpiewał takim słodkim głosikiem.. - rozmarzyła się siedząca za kierownicą Elizabeth.
- Tu się nie zgodzę. Na castingu to najsłodszy był Horanek - powiedziała Melody.
- Właśnie, że nie, bo Louis.
- Niall!
- Tommo!
- Nialler!
- A może przestaniecie się w końcu drzeć? - zaśmiała się Jessy.
- To powiedz kto według ciebie wypadł najlepiej, Niall czy Louis? - zapytała El.
- Myślę, że zdecydowanie.. Zayn. - odpowiedziała z uśmiechem.
Po tych słowach automatycznie wszystkie dziewczyny zaczęły się śmiać. Jess, Megan, Anabelle, Elizabeth i Melody, piątka przyjaciółek niewidząca świata poza One Direction oraz wszystkim co z nimi związane. Nie były w jednym wieku, różniły się bardzo, ale dogadywały się wprost fenomenalnie. Jess, siedemnastoletnia blondynka o niebieskich oczach. Pewna siebie, znająca swoją wartość, ale zdecydowanie nie zarozumiała. Zawsze starająca się wyglądać idealnie. Megan, najmłodsza wśród wszystkich dziewczyn. Z jej twarzy nigdy nie schodzi uśmiech. Ma długie, brązowe włosy i tego samego koloru oczy, zawsze roznosi ją energia. Annabelle, mimo tego, iż to nie ona jest najstarsza, to właśnie ona jest najbardziej opanowana. Zawsze gdy się nad czymś zastanawia, wiąże swoje ciemne blond włosy w kucyk i siada po turecku, zamykając swoje, niebieskie oczy. Po tym, jak straciła rodziców zaadoptowali ją rodzice Melody. Dzięki wsparciu rodziny zastępczej stanęła na nogi. Elizabeth, najstarsza wśród przyjaciółek, ale zdecydowanie zachowująca się jak dziecko. Ma duże, niebieskie oczy i jasne brąz włosy. Nie potrafi usiedzieć w miejscu nawet pięciu minut. Optymistka, zawsze patrząca na życie z uśmiechem. Melody miała ciężkie dzieciństwo, nikt nie chciał się z nią kolegować. Była wyśmiewana z powodu swoich rudych niczym marchew włosów, dlatego gdy podrosła przefarbowała się na jasny blond. Nieśmiała, jedynie w towarzystwie swoich przyjaciółek staje się wesołą i otwartą osobą. Całą piątkę połączyło zamiłowanie do brytyjsko - irlandzkiego boysbandu o nazwie, One Direction. Zespół zdobył sławę dzięki zajęciu trzeciego miejsca w muzycznym programie, X-factor. Przyjaciółki kibicowały zespołowi od samego początku jego powstania. Meg najbardziej polubiła Harry'ego, Jess - Zayna, a Ann, Liama. Najbliższy sercu El okazał się Louis, natomiast Mel nie widziała świata poza Niallem. Przyjaciółki wyjechały z rodzinnego miasta do Londynu, ponieważ tam miał odbyć się koncert z okazji rocznicy powstania 1D. Korzystając z okazji do zwiedzania dziewczyny postanowiły zostać w stolicy UK na dwa tygodnie, w końcu były wakacje.
- Wow, ale ten hotel jest wielki!
- Jej Mel, jakaś ty bystra - zaśmiała się Megan.
- Bardzo śmieszne - odpowiedziała.
- Ale poważnie, ten hotel jest ogromny.
- W końcu to najlepszy w całym Londynie, musi być duży - stwierdziła Annabelle.
- Może i mojego taty nie ma prawie całymi dniami w domu, bo zarabia, ale w takich momentach doceniam jego pracę - zaśmiała się Elizabeth, a po niej reszta.
- To może w końcu wejdziemy do środka, co? - zapytała Meg uśmiechając się od ucha do ucha.
*~*****~*
- Hazza, co ty robisz?
- Ja? Ja robię ciasto - odpowiedział uśmiechnięty.
- Sięgnąłeś już sobie wszystkie składniki?
- Tak, a co?
- Nie chcę cię martwić, ale ciasta bez mąki to ty nie zrobisz - zaśmiał się Liam.
- Ty się śmiejesz, a ja chciałem wam niespodziankę zrobić - powiedział Harry z miną zbitego psiaka.
- No już nie dramatyzuj - powiedział Li i przytulił przyjaciela.
- Jak możesz mi to robić?! - zapytał Louis wchodząc do kuchni.
- Nie ufasz mi?
- Hej, Lou do taty chyba może się przytulić, co? - zaśmiał się Payne.
- Właściwie to do ciebie może - odpowiedział Lou z szerokim uśmiechem.
- Ah, nasz kochany Larry - zaśmiał się Niall - Co do jedzenia?
- Dobra pytanie - dodał Zayn opierając się o framugę drzwi do pomieszczenia.
- Zaraz coś zrobię z Lou - odpowiedział Daddy z uśmiechem.
- Miło, że zostałem poinformowany.
- Idź i rób to śniadanie, bo inaczej pochowam ci wszystkie marchewki - zaśmiał się Nialler.
- Ty lepiej się nie unoś, bo inaczej założę kłódkę na drzwi - powiedział Tommo.
- Jaki drzwi?
- Od lodówki, blondasku! - odpowiedział, a po tych słowach wszyscy zaczęli się śmiać.
Chłopcy poznali się równo rok temu. Po tym wszystkim, co przeszli jeszcze w X-factorze, zbliżyli się do siebie, stali jak bracia. Niektóre z Directioners posądzały Harry'ego i Louisa o uczucie większe niż przyjaźń. Tym samym powstał Larry, jeden z bromance'ów, które to wymyślały fanki. Po pewnym czasie powstawały kolejne: Niam, Zouis, Lilo, Zarry, ale chłopaki z zespołu mieli z tego ubaw i nic poza tym. Zresztą, w ich domu zawsze było wesoło i głośno. Zazwyczaj tą bandę dzikusów starał się ogarniać Liam i to on starał się zawsze wszystkim pomóc, czy doradzić. Dlatego też reszta zespołu nazwała do Daddym lub po prostu tatą. Payne starał się uśmiechać jak najczęściej, cieszył się z szansy jaką dał mu los. Prawie, że stuprocentowym przeciwieństwem Li był Louis. Wszędzie było go pełno, zawsze się z wszystkiego śmiał i biegał po domu jak szaleniec. Zdecydowanie przypominał takie duże dziecko, a jego największą miłością były marchewki. Poza tym dla niego życia nie mogłoby istnieć bez: szelek, kolorowych spodni i koszulek w paski. Lou nie chce dorosnąć prawie tak bardzo jak to Payne boi się łyżeczek. W przeciwieństwie do Nialla, który używał ich bardzo często. Dlaczego? Otóż dlatego, że to największy żarłok w zespole, jak nie na świecie. Dało się to zauważyć od samego początku, narzekał jeśli nie zjadł czegoś w przeciągu godziny czy dwóch. Po jego sylwetce jednak nie dało się tego poznać. Nialler to bardzo zabawny blondyn, pochodzący z Irlandii. Czasem bardzo tęskni za rodzinnym domem. W takich chwilach reszta chłopaków z zespołu mówi do niego z irlandzkim akcentem. Najmłodszy i tym samym najbardziej rozkojarzony, Harry. Zakręcony jak naleśnik, nigdy nie wie co się wokół niego dzieje. Uroku dodają mu brązowe, kręcone włosy i dołeczki w policzkach. Hazza uważa, że miłość to ściema, wciąż ma uraz po zdradzie dziewczyny.. W każdym zespole powinien znaleźć się jakiś bad boy. W One Direction ta rola należała do Zayna. Zdecydowanie najbardziej zbuntowany z całego zespołu. Gdy tylko coś mu nie pasuje od razu o tym mówi. Co na myśli, to na języku. Właśnie dlatego na początku programu nie mógł dogadać się z lokowatym. Teraz natomiast dogadywali się idealnie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam po raz drugi. :D Mam nadzieję, że prolog się Wam spodobał. Jakiś taki długi wyszedł xd. Nie bd oryginalna pisząc, że na naprawdę bardzo zależy mi na komentarzach.. Proszę, jeśli już to przeczytałaś, zostaw kom. To tyko chwilka, a ja wiem, że mam dla kogo pisać. :3 Dobranoc! :D
Hello. :D
Siema, siema. :D
Jestę Dominikałkę i będę tu publikować moje opowiadanie o One Direction, które mam nadzieję się Wam spodoba. :3 Wiem, że jest już tego masa w internecie, ale doszłam do wniosku, iż warto spróbować swoich sił. :> Zaraz dodam prolog, ale najpierw taka mała organizacyjna sprawa. Jeśli ktoś chciałby się ze mną skontaktować lub być powiadamiany o kolejnym rozdziale to tu macie moje gg założone na potrzebę bloga: 46026596. To było na tyle, bajo. :D
Jestę Dominikałkę i będę tu publikować moje opowiadanie o One Direction, które mam nadzieję się Wam spodoba. :3 Wiem, że jest już tego masa w internecie, ale doszłam do wniosku, iż warto spróbować swoich sił. :> Zaraz dodam prolog, ale najpierw taka mała organizacyjna sprawa. Jeśli ktoś chciałby się ze mną skontaktować lub być powiadamiany o kolejnym rozdziale to tu macie moje gg założone na potrzebę bloga: 46026596. To było na tyle, bajo. :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)